„Stracona” – Amy Gentry

Kiedy pogodziłaś się już ze stratą swojej córki, ona niespodziewanie puka do Twoich drzwi. Co zrobisz?

Julie uprowadzono w nocy z własnego domu. Na oczach jej młodszej siostry, zamkniętej w szafie i sparaliżowanej ze strachu. Magiczny początek. Możesz się tylko domyślać, jak po takiej tragedii wyglądało życie tej rodziny.

Wracamy po ośmiu latach. Poznajemy matkę, pogodzoną ze śmiercią jednej z córek, próbującą w jakikolwiek sposób dotrzeć do drugiej. Tej z szafy. Tej, której nikt nigdy nie zarzucił wprost, ale która wie. Dlaczego, do cholery, nie zaczęłaś wtedy krzyczeć? Dlaczego nie wzywałaś pomocy?

Aż tu nagle puk, puk. Przed drzwiami stoi ona. Julie. Po ośmiu latach nieobecności. Porwane przed laty dziecko wraca do domu. Czy nie takich szczęśliwych zakończeń chcemy w życiu? Czy nie takie historie porywają tłumy? Ocalała. Uwolniła się. Przeżyła. Niemożliwe staje się realne, namacalne, dzieje się. Dzieje się niemożliwe. Spóźniony cud, w który wszyscy zdążyli już zwątpić. Podobnie, jak w „Znajdź mnie” Tess Gerritsen.

Tylko co jest później? Co jest po wyjściu z więzienia, czymkolwiek to więzienie było? O tym nie myślimy, nad tym się nie zastanawiamy. Wróciła – i od teraz żyli długo i szczęśliwie.

Gówno prawda.

Powrót to dopiero początek. Bo Julie jakby wróciła i jakby nie wróciła. Jakby ona i jakby nie ona. Dlatego zaczynamy węszyć. Pojawia się prywatny detektyw, pojawiają się dowody, poszlaki, nieścisłości. Czy kobieta, która w ostatnie popołudniu zapukała do domu jest dziewczynką, która z tego domu wyszła osiem lat temu?

Rozsmakowałam się w głównej bohaterce. Nie mogłam przestać jej analizować, nie mogłam się powstrzymać i stawiałam się na jej miejscu; rozglądałam się, próbowałam poczuć to, co czuła ona. Wyobrażałam sobie decyzje, które podejmowała. Szukałam przyczyn i chciałam ułożyć z tych tragedii jakiś łańcuch przyczynowo-skutkowy. I nie chodziło mi o wydarzenia jako takie, bo to robiłam swoją drogą, chodziło mi o to, co stało się z jej osobowością, co stało się z jej psychiką. Po kolei. Dlaczego i jak. Ale wciąż mi się wymykała. Ona nie wiedziała i jak też nie wiedziałam kim jest naprawdę.

Inni bohaterowie – żywi. Żadne marionetki, papierowe figurki czy drewniane płoty. Prawdziwi i, co ważniejsze, ciekawi ludzie. Matka, która dzwoni do detektywa OD RAZU po otrzymaniu niepokojącego telefonu. Nie odkłada „na później” i nie udaje, że wszystko jest w porządku. Ojciec, który niejako symbolizuje to, co dzieje się z całymi rodzinami po stracie dziecka. I córka – ta z szafy. Teraz dorosła, studiująca z dala od domu.

Mnie osobiście ten thriller porwał.

„Stracona” – Amy Gentry
Tłumaczenie: Maciejka Mazan
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Related Posts