„Kredziarz” – C. J. Tudor

Kreda, kreda wszędzie!

„Kredziarz” to moje wiosenne odkrycie! Oczywiście, trochę z oporami sięgnęłam po „Kredziarza”, bo pojawiał się wszędzie. Bardzo podobały mi się zdjęcia reklamujące tą powieść. Kiedy jednak widziałam -ątą fotografię z kredą, zaczęło to być nużące.

Niby mamy tutaj dość ograny już scenariusz „coś złego dzieje się teraz, więc musimy cofnąć się do przeszłości”. A jednak wcale nie wiało nudą. Bardzo podobały mi się retrospekcje – czułam ten klimat!

Nasz główny bohater jest teraz po czterdziestce. Wraca do czasów, gdy miał 12 lat i wydarzyło się coś bardzo złego, a gdzie główną rolę grała… a jakże, kreda.

Niby nic niezwykłego, prawda? A jednak, sposób snucia opowieści przez głównego bohatera naprawdę mnie urzekł. Podstarzały, uzależniony od alkoholu samotnik próbuję rozwikłać zagadkę ze swojego dzieciństwa. A sam motyw z kredą – przechodziły mnie dreszcze.

Fajnie budowane napięcie, ciekawi bohaterowie, zdecydowanie coś nie tak z psychiką Kredziarza. A zakończenie jest naprawdę zaskakujące – i to do ostatniej strony, pamiętajcie by doczytać!

 

„Kredziarz” – C. J. Tudor
Tłumaczenie: Piotr Kaliński
Wydawnictwo: Czarna Owca