Thrillery psychologiczne Tarryn Fisher – „Bad Mommy”, „Margo” i „Ciemna strona”

Może lubicie zaburzonych bohaterów, ciekawią Was pokręcone umysły – w końcu – może lubicie ten duszny klimat thrillerów psychologiczych?

Tarryn Fisher, o której zrobiło się głośno za sprawą książki „Bad Mommy. Zła Mama” (ta czarno-czerwona okładka wyskakiwała dosłownie z każdej lodówki) pokazuje, na co ją stać i z pewnością nie jest jednostrzałowym zawodnikiem (jakkolwiek nieładnie do brzmi). Opowiem Wam dziś szybciutko o jej thrillerach psychologicznych.

Czym właściwie charakteryzuje się ten podgatunek dreszczowca? „(Thriller) psychologiczny – koncentrujący się na psychologicznych aspektach postępowania bohaterów.”  – informuje nieoceniona Wikipedia.

A teraz do sedna:

„Bad Mommy. Zła mama”

Hit, hit, hit. Przeczytałam, kiedy emocje na fanpage’ach, grupach czytelnicznych, instagramach i blogach książkowych już opadły. Przebierałam nóżkami i nie mogłam się doczekać klikając „Otwórz” na Legimi.

Od pierwszej strony byłam zaintrygowana. Jakaś kobieta, tajemnicza i najwyraźniej z obsesją, obserwuje swoją sąsiadkę i jej małą córeczkę. Ewidentnie będzie z dreszczykiem. Intrygi, czające się niebezpieczeństwo, rozumiecie.

A później… Nie mogłam znieść kolejnego bohatera – socjopaty i dupka. Mdliło mnie na myśl o tym, że jest psychoterapeutą i seksoholikiem (który, rzecz jasna, wykorzystuje pacjentki). Tak chory człowiek pracował i miał się dobrze w tym zawodzie, w co trudno mi było uwierzyć.

No, ale miał być thriller, co nie? A jednak jakoś przestałam już „ufać” tej powieści, o ile powieści można ufać. Jeśli coś jest tak cholernie niedorzeczne… – znacie powiedzienie o tym, że fikcja musi być prawdopodobna?

Kiedy okazało się, że ostatnia z bohaterek też nie jest tym, za kogo się podaje to tylko wzruszyłam ramionami i postanowiłam po prostu dokończyć książkę. Byłam zdegustowana. Miałam wrażenie, że zmarnowano mega potencjał na dobrą historie.

A jednak książka stała się bestsellerem (pamiętajcie jednak, że to tylko ilość sprzedanych egzemlarzy). Czy polecam? Nie. Szkoda czasu, hajsów. Oszczędźcie sobie rozczarowania.

„Margo”

No dobra. Okładka mi się spodobało. Trochę z przekory chciałam zobaczyć, jak wygląda kolejna słaba książka Fisher, co tym razem. I…?

Znów byłam zaintrygowana od pierwszej strony. Znów kosmicznie zaciekawiła mnie główna bohaterka. Czekałam więc na nieuchronne rozczarowanie.

Nie nastąpiło! Margo to bohaterka, która wpiłowała mi się w zwoje mózgowe i choć minęło kilka miesięcy, wciąż dokładnie ją pamiętam.

Mamy małe, zapomniane i spisane na świat miasteczko, z którego nikt nie potrafi się wyrwać, mamy dziewczynkę, później nastolatkę, której matka ma depresje i uprawia najstarszy zawód świata. W dodatku nie odzywa się do Margo.

Powieść jest subletnie brutalne (o ile to w ogóle możliwe). Czytelnik zostaje postawiony przed dylematem – kto jest tutaj ofiarą, a kto oprawcą? Co jest prawdą, a co urojeniem?

Tym samym zwróciłam honor Tarryn Fisher.

 

„Ciemna strona”

Zostajesz uprowadzona. Budzisz się w drewnianym, obcym domku na środku śnieżnej pustyni. Nikt Cię nie torturuje, nie jesteś związana, w kuchni jest jedzonko, w szafie ubrania. Ba! Twojego porywacza ani widu ani słuchu.

Okazuje się, że w innej sypalni skrępowany jest człowiek, który niegdyś był Ci bliski. Po za tym – nic się nie dzieje. Jesteście tam uwięzieni i tak naprawdę nie wiecie ani przez kogo ani dlaczego. Czy do końca życia zostaniecie w domu, który ewidentnie przygotowano specjalnie dla Was? Meble są zamocowane na śruby, szyby nie do zbicia, solidne drzwi na kod. Zapas jedzenia i drewna na kilka miesięcy.

Czy musicie rozwiązać jakąś zagadkę, by się uwolnić? Co stało się przed porwaniem?

Trudna, smutna historia.

Pamiętajcie, że jeśli na codzień nie czytacie thrillerów psychologicznych, możecie czuć się skołowani lub przygnieceni/zwyczajnie znudzeni ilością opisów wewnętrznych rozterek bohaterów.

„Ciemna strona” dla mnie osobiście to historia o miłości. A musicie wiedzieć, że chociaż próbowałam, nie mogę czytać romansów – bo w nie nie wierzę, bo nie mogę się w nie wkręcić, bo większość kwestii brzmi dla mnie banalnie. A „Ciemną stronę”, podobnie jak „Margo” zapamiętam na długo.

Podsumowując, thrillery psychologiczne Tarryn Fisher wzbudziły we mnie mieszane uczucia – od kompletnego rozczarowania „Bad Mommy” po swoisty zachwyt „Ciemną stroną”. Co dalej? Być może trylogia „Mimo…” 

 

A Wy czytaliście?
Co sądzicie o twórczości Tarryn Fisher?

 

 

Related Posts